Z powodu mojego zaangażowania w lutym i marcu w organizowaną przez mój instytut konferencję („Meeting on the Horizon”) nie miałem za wiele czasu na kolejne posty.

Meeting on the Horizon [grafika wykonana przeze mnie]
Meeting on the Horizon [grafika wykonana przeze mnie]
Potem nastąpiła wizyta w Polsce, konferencja w Brukseli, wizyta w Buenos Aires i razem zgromadziłem następnych 2,5 tysiąca zdjęć, których obrobienie i opisanie ogromnie mnie po prostu przytłoczyło. Czas najwyższy wrócić jednak do dawnego rytmu. Skoro ostatnio nawet Cejrowski dokręcił parę nowych odcinków, więc teraz czas na mnie. Kolejną serię relacji z pobytu w Chile czas zacząć!

GALERIA: https://www.dropbox.com/sh/xd6knjy3ycu116e/AACTQcjzRZBJDo-5NzFdCRjza

Zacznę od prezentacji galerii z lutowego wypadu do Santiago, który odbyłem w towarzystwie grupki Polaków. Skąd znalazłem tam Polaków? Otóż dość okazało się, że w Valparaiso pracuje inny Polak odbywający tu staż podoktorski! Specjalizacja Mariusza dotyczy astronomii (o tym, że Chile jest astronomiczną stolicą świata napiszę niedługo). Mieszka on od wielu miesięcy w Vińa del Mar wraz z żoną Lucyną i 2,5 letnią córką. Czasami wspiera on piłkarką drużynę chilijskiej Polonii, jednak jako napastnik idzie mu jak w ostatnich miesiącach Lewandowskiemu. Począwszy od stycznia jestem u nich stałym bywalcem piątkowych wieczorów przy piwie, grach planszowych oraz guacamole i domowych wypiekach :-). Nocne powroty w przepełnionych busach z muzyką rozkręconą na maksa, towarzyszącymi kierowcom naganiaczami pasażerów i z samymi kierowcami bawiącymi się światłami wewnątrz busa w rytm muzyki, stanowi ciekawe zwieńczenie mojego tygodnia.

W marcu jego wesoła rodzinna „gromadka”, powiększyła się o kolejnego członka. Dość ciekawie rejestracja nowego polskiego obywatela w Polskiej ambasadzie musiała być zrobiona wg chilijskich standardów, gdzie nabywa się dwa nazwiska od obu rodziców. W Chile pewnie będą się dziwili z koincydencji nazwisk rodziców patrząc na „Krzysztof Gromadzki Gromadzka”, a w Polsce podpadać to będzie pewnie pod „gender”.  W Chile obowiązują dwa prawa – ziemi i krwi. Krzyś więc, prócz polskiego, ma też obywatelstwo chilijskie. Prawo ziemi nie obowiązuje tylko pracowników obcych rządów, a także turystów, tych którzy nie są rezydentami. Przy okazji okazuje się, że dowód osobisty należy wyrobić również w przypadku niemowląt. Nie muszę wam mówić, jak komicznie wygląda dowód z fotografią bobasa. 🙂

Wróćmy jednak do głównego tematu: Któregoś dnia dołączyłem do organizowanej przez Mariusza wycieczki do Santiago dla odwiedzających go znajomych z Polski. W planie wyprawy były dwa wzgórza: Santa Lucia oraz San Cristobal oraz steki w Las Vacas Gordas. Santiago jest oddalone o 120 km od Valparaiso i serwowana tu kuchnia nie opiera się już wyłącznie na rybach. Dzięki temu udało się nam zjeść uroczo przygotowane mięso, które wg mnie zostało nieznacznie pobite na urodzinach Samuela z mojego wydziału, gdzie za grilla odpowiedzialny był dyrektor Instytutu, pochodzący z Argentyny, która słynie z hodowli bydła i robienia niesamowitych steków. Szkoda, że nie zrobiłem zdjęć jego narzędzi, gdzie rękojeściami były szpony jakiś drapieżnych ptaków! Przypomnijcie mi, bym kiedyś poprosił go o ich pokazanie.

Pierwsze wspomniane wzgórze (Santa Lucia) jest pochodzenia wulkanicznego. Widać to po charakterystycznych słupach bazaltowych.

Historyczne hiszpańskie fortyfikacje na wzgórzu. W dalszym ciągu mają tam działające armaty.
Historyczne hiszpańskie fortyfikacje na wzgórzu. W dalszym ciągu mają tam działające armaty!

Zostało on zajęte przez Hiszpanów w 1541 roku i od niego praktycznie rozpoczęło się rozbudowywanie miasta Santiago. Ze szczytu wznoszącego się na wysokość 629 m.n.p.m (z czego 69 m względem otoczenia) można miedzy innymi zobaczyć najwyższy budynek w Ameryce Południowej o nazwie Costanera Center, który liczy 300 metrów.

Costanera Center - najwyższy budynek w Ameryce Południowej. Drugi jeśli weźmie się całą półkulę południową. [źródło: www.alempartebarreda.cl]
Costanera Center-najwyższy budynek w Ameryce Płd.,drugi jeśli weźmie się całą półkulę południową. Fascynacja Tolkienem czy 300 metrów kompleksów architekta? [źródło: http://www.alempartebarreda.cl]
Na wzgórzu mimo wiszącego nad miastem smogu, który z powodzeniem udaje zachmurzenie, było dość upalnie. Szukając odrobiny orzeźwienia po raz drugi piłem dość popularny chilijski napój zwany mote con huesillo. Szkoda, że zawczasu nie doczytałem w przewodniku o pewnej odbywającej się codziennie w południe atrakcji. Może dzięki temu uniknąłbym kilkuminutowego dzwonienia w uszach, ponieważ podczas powrotu nad moją głową niespodziewanie wystrzeliło… najprawdziwsze działo armatnie.

Drugie wzgórze San Cristobal wznosi się znacznie wyżej (880 m n.p.m. i 300 m względem otoczenia) zapewniając niesamowite widoki na miasto.

Chodząca reklama Uniwersytetu Wrocławskiego :-)
Chodząca reklama Uniwersytetu Wrocławskiego 🙂

Wzgórze musiało się bardzo spodobać Mariuszowi, bo miesiąc później nazwał tak swojego potomka:). Wikipedia podaje, że swego czasu na to wzgórze dotarł i nasz papież.

Własnoręcznie zrobiona panorama. Może rentgenem dałoby się zobaczyć góry w tle...
Własnoręcznie zrobiona panorama. Może rentgenem dałoby się zobaczyć wysokie góry w tle…

Po tym odwiedziliśmy jeszcze plac de Armas de Santiago, który niestety z racji remontu był całkowicie odgrodzony. Na Plaza de Armas chwilę spędziliśmy w katedrze, która należy do jednych z najstarszych obiektów w mieście regularnie czyszczącym osiągnięcia architektów sprzed paru wieków. W 2004 roku jakiś szaleniec zasztyletował tam podczas Mszy na oczach zgromadzonych wiernych, arcybiskupa Santiago…

Przynajmniej udało mi się nieopodal kupić banany Plantain, o których pisałem poprzednio, a także plac Moneda. Po pożegnaniu się z grupką Polaków dołączyłem do znajomych z Uniwerystetu De Bello, a nazajutrz dopełniłem kolejną porcję formalności związanych z moim stażem i wróciłem do Valparaiso.

Podsumowując: Santiago jest olbrzymim miastem, czasami przytłaczającym zgiełkiem. Z racji lokalizacji w dolinie potrafi tu nieźle grzać, by zimą mocniej wyziębić. Problemem jest też smog, który uniemożliwia dostrzeżenie okalających dolinę gór – te wyglądają jak chmury… Może kiedyś uda mi się zobaczyć Santiago w całej okazałości, ale wcześniej musi chyba ten smog spaść z deszczem, o który w tych okolicach ciężko. Np. w Valparaiso przez 4 miesiące byłem tylko dwa razy świadkiem deszczu: raz w Wigilię, a drugi raz jak przed miesięczną wizytą zrobiłem wieczór filmowy.

Może kiedyś zaliczę spacer po tych górkach...
[Zdjęcie z czeluści internetu] Może kiedyś zaliczę taki spacer po tych górkach z idealną przejrzystością powietrza. Choć ja to nawet wchodząc na Śnieżkę trafiam na nieprzeniknioną mgłę…
Kończąc relację z drugiej wizyty w Santiago przypominam o galerii z pierwszego pobytu!

Moja następna, trzecia już wizyta w Santiago miała miejsce na przełomie marca i kwietnia. Z powodu braku nocnego połączenia z Valparaiso a lotniskiem w Santiago musiałem odwiedzić jeszcze innego Polaka, też fizyka teoretyka, który w Santiago jest zatrudniony na stałe. Nocny przejazd taksówką ulicami Santiago, przy akompaniamencie latynoskiej muzyki z radia, nastroił mnie sentymentalnie przed liczącą ponad 13 000 km podróżą na kontynent europejski…