Prócz konferencyjnej wizyty w Valdivii spędziłem też 2 dni w Pucón, miejscowości leżącej 3h jazdy autokarem z Valdivii. Podróż minęła dość szybko z racji dość przestronnych foteli i dość dobrej klimatyzacji. W którymś momencie trasy jakiś Chilijczyk przyszedł do mnie i poprosił o… otworzenie jego napoju z za mocno dokręconą zakrętką.

Widok wulkanu Villarica górującego nad miastem robi wrażenie, nie ważne, czy się wysiadło po raz pierwszy z autokaru, czy widzi się go po raz setny.

Villarica 2860 m.n.p.m.
Villarica 2860 m.n.p.m.

Przy okazji: na pierwszym planie widać drzewo zwane Araukarią. Jedna z jej odmian jest drzewem narodowym Chile (Araucaria araucana) i nosi potoczną nazwę „Monkey-puzzle tree”.

Zdjęcie satelitarne tego obszaru robi wrażenie:

Mieszkałem przy tym cyplu na górze… [Żródło zdjęcia: wikipedia]
Niestety niedawne przeziębienie i brak czasu (oraz ubezpieczenia) uniemożliwiły mi wycieczkę do krawędzi aktywnego(!) wulkanu Villarica (2847m.n.p.m), co na pewno naprawię następnym razem :-).

Poniżej parę linków, aby dać wam wyobrażenie takiej wyprawy:

Pierwszego wieczoru natknąłem się na pokaz tańca koło przystani. Wydaje mi się, że dotyczył on Wysp Wielkanocnych lub Indian Mapuchu, w każdym razie jakiegoś miejsca, gdzie mają orzechy kokosowe 🙂

Indiański taniec

Prócz wulkanu miasto ma do zaoferowania całą masę atrakcji sportowych: zwyczajne kajaki po jeziorze, rafting (rwąca rzeka + ponton + kilka osób walczących z żywiołem lub jednosobowy kayaking), canoping (ślizg na linie nad przepaściami, rzekami (do pełni szczęścia brakuje tylko morza lawy). Można też wynająć quady, motocykle, konie lub rowery i popędzić wzgórzami oraz dolinami. Zimą z kolei można zjechać na nartach z wulkanu…

Zamiast tego wszystkiego wybrałem dość spokojną wycieczkę busem po okolicach. Odwiedziłem między innymi jeziora i wodospady (tzw. „Ojos del Caburgua”) zasilane kryształowo czystą wodą z lodowców. Dotarłem też do „Białej Plaży” z… piaskiem. Tak… z piaskiem, ponieważ jeziora tutaj mają przeważnie czarne plaże z… popiołu wulkanicznego.

"Piasek" na plaży
„Piasek” na plaży

Cała masa kamyczków dość intensywnie „masuje” stopy, nie mówiąc o ogromnym żarze z racji pochłaniania energii słonecznej. Przy takiej plaży dość szybko widać skuteczność kremu do opalania. Zostawcie fragment skóry, ot taką wąską smugę niechronioną kremem i będziecie chodzić cały tydzień z czerwoną bolesną błyskawicą na klacie. 🙂

Czarna plaża w Pucon
Czarna plaża w Pucon

Dzień zakończyłem wizytą w gorących źródłach. Nie sądziłem, że może to być aż taki fajny punkt wycieczki. Same gorące źródła ulokowane były w dość malowniczej dolinie. Całość rozpoczęła się od przeraźliwie chłodnego prysznica. Potem zaczyna się cykl polegający na siedzeniu przez 15 minut w pierwszym zbiorniku wodnym z dość ciepłą wodą, następnie przejściu do gorącego, który akurat tutaj był w krytej pływalni, a skończywszy na znowu zewnętrznym basenie z wodą grubo powyżej mojej tolerancji. Tym niemniej procedura jest dobra dla zdrowia, cery i ogólnej kondycji psychofizycznej.

Gorące źródła
Gorące źródła

Dwa cykle dalej zrelaksowany z wewnętrznym spokojem i głęboką akceptacją Wszechświata wróciłem do Pucon gdzie udało mi się zrobić parę zdjęć nocą. W górnym lewym rogu ten układ przypominający latawiec to Krzyż Południa pełniący tę samą rolę co Mały Wóz na półkuli północnej.

Villarica nocą z Krzyżem Południa w tle
Villarica nocą z Krzyżem Południa na niebie

Te i inne zdjęcia (w sporej liczbie) z Pucon można obejrzeć w GALERII pod linkiem: