Tym razem GALERIE z samego serca Valparaiso

miasta już nie tak cukierkowo-nowocześnie-kurortowo-turystycznego jak Vina del Mar, lecz bliższego południowo-amerykańskim realiom, choć muszę powiedzieć, że równie urokliwego.

Valparaíso (wym. [balpaɾaˈiso], z hiszp. „rajska dolina”) – miasto założone w 1536 (Ha! Grochowice są starsze!), największy port handlowy na zachodnim wybrzeżu Ameryki Południowej.  W 1992 liczyło 227 tysięcy mieszkańców; jest drugim co do wielkości po Santiago miastem kraju.

Obecny: przemysł metalowy, spożywczy, chemiczny, włókienniczy, skórzany, cementowy; rafineria ropy naftowej;  morska baza wojenna; węzeł komunikacyjny; punkt startowy kolei transandyjskiej; dwa uniwersytety (założone 1926 i 1928).

W 2003 roku zabytkowe dzielnice miasta Valparaíso zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

… i właśnie te zabytkowe dzielnice przyszło mi dzisiaj zwiedzać. Przez następne 10 dni, będę mieszkał w samym centrum istnego labiryntu uliczek, barów, restauracji, hosteli i małych mieszkanek…

Valparaiso
Valparaiso

Dziś między innymi udało mi się:

  • wyrobić w sobie fobię przed byciem porażonym przez zewsząd wiszące przewody elektryczne!
  • pojechać jedną z tych sławnych stromych kolejek (podobno ta moja była najbardziej stroma); wycieczka kosztowała tylko 60 groszy  (ogromna oszczędność na mazi stawowej w kolanach)
  • znaleźć… jagody!
  • pochodzić trochę pomiędzy sklepami
  • zrobić zdjęcia paru zabytkom (kościołom, publicznej bibliotece), okrętom, palmom i wzgórzom
  • znaleźć muzeum Pablo Narudy (sławnego Chilijskiego poety i laureata Nagrody Nobla) – jak zobaczycie na zdjęciach taki domek z Muminków to będzie właśnie to
  • zobaczyć parę lokalnych zwierząt (no dobra, żółwie to akurat z Ekwadoru były)
  • zobaczyć świąteczne przygotowania (te naturalnych rozmiarów Mikołaje włamujące się do mieszkań są naprawdę dziwnym pomysłem)
  • zobaczyć całą masę różnego rodzaju graffiti (o nich będzie osobny wpis)
  • po wejściu na jedno wzgórze źle skręcić w wyniku czego zszedłem nie w tym miejscu co trzeba w dół i musiałem się wdrapać na kolejne wzgórze (przynajmniej lepsze widoki miałem oraz trochę sportu, bo inaczej kilkugodzinnego wspinania się po tak stromo pochyłych ulicach inaczej się nie da nazwać)
  • opalić się jeszcze mocniej po rękach i szyi (oczywiście jak wychodziłem było dość chłodno i pochmurnie, ale potem to się upał zrobił… podaję się: chyba zacznę nosić krem do opalania w kieszeni).

Jako, że Pablo Neruda jest dość znanym Chilijczykiem (pewnie zaraz po Pinochecie) to tytułem „Remik bawi i uczy” jako ciekawostkę z wiki podam, że:

  • Jorge Luis Borges (argentyński pisarz, którego osobiście lubię) nazwał go wyjątkowo podłym człowiekiem i wyjątkowo dobrym poetą.
  • W serialu „Jak poznałem waszą matkę” Pablo Neruda jest ulubionym poetą głównego bohatera Teda Mosby’ego. W kilku odcinkach odniesienia do jego poezji stanowią istotną część fabuły i wpływają na jego akcje.
  • Jeden z jego wierszy posłużył jako inspiracja do bardzo fajnej wizualizacji

Normalnie jakoś stronię od poezji i poetów, ale powiedzmy, że tym razem jakoś tekst się dobrze zgrał z moją sytuacją:

„Powolnie umiera
Ten, kto nie podróżuje,
Ten, kto nie czyta,
Ten, kto nie słucha muzyki.
Ten, kto nie obserwuje.

Ten, kto niszczy swą miłość własną,
Ten, kto znikąd nie chce przyjąć pomocy.

Ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia,
Ten, kto odtwarza codziennie te same ścieżki,
Ten, kto nigdy nie zmienia punktów odniesienia,
Ten, kto nigdy nie zmienia koloru swojego ubioru,
Ten, kto nigdy nie porozmawia z nieznajomym.

Ten, kto unika pasji i wiru emocji,
Które przywracają oczom blask I serca naprawiają.

Powolnie umiera
Ten, kto nigdy nie opuszcza swojego przylądka,
Gdy jest nieszczęśliwy w miłości lub w pracy.
Ten, kto nie podejmuje ryzyka spełnienia swoich marzeń,
Ten, kto nigdy choćby raz w życiu nie odłożył na bok racjonalności.”

[Pablo Neruda „Powolnie umiera”]

UPDATE: dodałem zdjęcia z mojego hoteliku 🙂

Czy tylko mi ten mój pokój przypomina obraz Van Gogha?!

Dzień rozpoczynam od uroczego śniadania wliczonego w cenę pokoju (zaczynam być ogromnym fanem avocado!). Z racji kiepskiego zasięgu internetu w moim pokoju, by coś uploadować lub ściagnać przesiaduję godzinami hipsterskim sposobem w części barowej lub na tarasie 🙂